Intencje mszy św. od 28 listopada do 05 grudnia 2021 r.
Więcej…
 

Ani w prawo, ani w lewo
(J 18,33b-37)

Media nieustannie zasypują nas informacjami o narastającym konflikcie politycznym na naszej granicy z Białorusią i nieustannie wzrastającej liczbie zachorowań na Covid-19. Narosłą kotłowaninę komentarzy i dyskusji na wszystkich możliwych forach i płaszczyznach naszej aktualnej rzeczywistości, rozcina Bóg swoim słowem, i czyni to jeszcze skuteczniej niż Aleksander Macedoński, który mieczem rozciął węzeł gordyjski.

Ten ostry głos Boga był odczytywany podczas liturgii eucharystycznej w tysiącach kościołów i wysłuchany przez bardzo wielu ludzi. Oczywiście rodzi się pytanie: przez kogo i jak został zrozumiany? To nie przypadek, że właśnie te teksty, zgodne z cyklem liturgicznym, wybrzmiały teraz, przygotowując nas, na również nieprzypadkowo w tym czasie, przypadającą Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Dla tych wszystkich, którzy uważnie wsłuchują się w codzienne tzw. czytania mszalne, czyniąc to z pytającym i pokornym umysłem, jest rzeczą znamienną, że odpowiedzi Boga płynące z tego źródła, są zaskakująco czytelne, logiczne, choć dla wielu, nawet w Kościele Chrystusowym, trudne do zaakceptowania.

Ostatnio odczytywane fragmenty ksiąg Machabejskich ukazały garstkę Żydów, którzy w latach 167-160 p.n.e. bronili się przed zalewem atrakcyjnej cywilizacji helleńskiej, która wraz z kulturą, modą, demokracją i religią pogańską, była narzucana im przez nowych okupantów Palestyny pochodzących z syryjskiej dynastii Seleucydów. Społeczeństwo się podzieliło. Bogaci poparli to, co helleńskie, jedni łącząc się z Ptolemeuszami z Egiptu, inni z Seleucydami z Syrii. Biedni postanowili być wierni Bogu i tradycji, przekazanej im przez przodków. Usłyszeliśmy wzruszającą opowieść o starcu Eleazarze uczonym w Piśmie oraz o matce i jej siedmiu synach, którzy świadomie oddali swoje życie zachowując wierność Bogu. Do głębokiej refleksji mogła pobudzić historia Matatiasza z rodu Hasmoneuszy, który to wraz ze swymi pięcioma synami, nie tylko odmówił złożenia ofiary, ale wzbudził powstanie, które doprowadziło do wyzwolenia Palestyny, w całkowicie niesprzyjającej ku temu sytuacji politycznej. Wszyscy oni całkowicie zawierzyli Bogu i jak to znakomicie określił Matatiasz, w wierności Jemu nie odstąpili „ani w prawo, ani w lewo” (1 Mach 2,22).

Kluczową Ewangelią tego czasu, to fragment, w którym św. Łukasz opisał smutek i łzy Jezusa nad ukochaną przez Niego Jerozolimą. W swej prorockiej wizji zobaczył ze szczegółami jej zniszczenie, które nastąpiło 40 lat później. To, co jest najważniejsze, w tym tekście, to podanie przez Niego przyczyny zagłady: „żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19,44). Tak więc nie błędy gospodarcze, polityczne, tylko odrzucenie Jezusa, Mesjasza, Syna Bożego, będzie przyczyną klęski.

I tak dopiero na tym tle możemy odczytać, jeszcze bardziej wyraźnie przesłanie dzisiejszej Uroczystości i dzisiejszej Ewangelii. Prawdziwego Króla Wszechświata, wszechmogącego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który z miłości stał się człowiekiem, aby wyzwolić nas ludzi z niewoli grzechu i szatana, człowiek postawił i nieustannie stawia przed swoimi niesprawiedliwymi sądami. I tak jak wtedy przed Piłatem, tak i dzisiaj Jezus nieustannie określa cel swojej misji: Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

Ta lapidarna wypowiedź jest dla nas, pragnących należeć do Jego królestwa, a przez to spełniać misję naszego życia w tej ojczyźnie, którą tworzymy i której służymy. Prawdziwa i skuteczna służba ojczyźnie, to słuchanie głosu Jezusa i przekładanie go na świadectwo, na życiowe decyzje. Wtedy jest się człowiekiem z prawdy. Posłuszeństwo Jezusowi jest największą gwarancją bezpieczeństwa osobistego i narodowego i generuje moc, której logika tego świata nie zna.

Jak to osiągnąć?

Tak jest ludzki mózg zbudowany, że kiedy kręci się piruety, trzeba mieć jeden punk, na który trafia nasz wzrok. Gdy tego punktu nie ma, człowiek dostaje zawrotu głowy i upada. Tak też jest z naszym myśleniem. Dziś Jezus mówi do każdego z nas: chcę być w twoim sercu, w twoich myślach, w twoim sumieniu, punktem odniesienia. I tak staniesz się człowiekiem Mojego Królestwa, Królestwa Prawdy. Piłat był blisko, wybrał, jednak tak jak wielu, inny punk odniesienia i dlatego, po pozornym, doczesnym sukcesie, jego królestwo się rozpadło. Jezus, niby przegrał i dalej niby przegrywa, ale paradoksalnie Jego Królestwo faktycznie jest i będzie, tworzone przez niewielu ale wraz z Nim, w służbie wszystkim.

Ks. Lucjan Bielas

 

Św. Józef – Patron i Wzór Dobrej śmierci – katecheza listopad 2021

Miesiąc listopad z zasady kojarzy nam się z ludzkim przemijaniem i zmusza nas do refleksji o godzinie naszej śmierci zwłaszcza kiedy stajemy nad grobami bliskich.

Pewna pobożna starsza pani, zamawiając intencję Mszy Świętej, zwróciła się do księdza z prośbą: proszę się za mnie pomodlić o dobrą śmierć - tak żebym nie cierpiała i żeby mnie nie bolało. Nie ma nic złego w tak ujętej intencji – o to można się modlić. Człowiek wierzący, świadomy że kiedyś trzeba będzie „odejść”, bardziej niż śmierci, najczęściej obawia się cierpienia związanego umieraniem. Dlatego nie ma nic złego w modlitwie o oddalenie cierpienia. Jednak łaska dobrej śmierci nie polega na tym, że nie towarzyszy jej żadne cierpienie. Dobra śmierć to taka, kiedy umierający człowiek zjednoczony jest z Jezusem Chrystusem – ma w sobie Jego życie. Katechizm Kościoła Katolickiego nauczając o łasce ostatecznego wytrwania podkreśla tą jedność z Chrystusem: Dzieci naszej matki, Kościoła świętego, słusznie mają nadzieję na łaskę ostatecznego wytrwania i na nagrodę Boga - ich Ojca za dobre uczynki wypełnione dzięki Jego łasce w jedności z Jezusem. (KKK 2016). A zatem człowiek, mający w sobie życie Chrystusa Zmartwychwstałego - które otrzymał przez Chrzest Święty - umiera zawsze śmiercią dobrą.

W jednej z naszych katechez rozważaliśmy tajemnicę Św. Józefa jako patrona życia. Ponieważ kiedyś chronił na ziemi życie Jezusa - dzisiaj broni życie Kościoła, który jest Jego Ciałem Mistycznym. Broni jego życia przede wszystkim w wymiarze duchowym – jest obrońcą naszego życia nadprzyrodzonego – broni nas przed śmiercią wieczną. Staje więc przed nami jako wzór i patron dobrej śmierci – czyli takiej przez którą rodzimy się żywi do życia wiecznego. Ważne jest jednak najpierw, aby na ludzkie życie spojrzeć we właściwej mu perspektywie.

Ludzie niewierzący uważają najczęściej, że życie człowieka zamyka się w ciasnych granicach narodzin i śmierci. Jedynym zaś rzeczywistym światem jest ten, który doświadczamy zmysłowo. Tymczasem Pan Jezus wskazuje nam, że sprawa wygląda zupełnie inaczej. Człowiek przechodzi kolejno przez trzy zupełnie różne światy, wśród których ten doczesny jest tylko etapem pośrednim. Pierwszy etap jest najkrótszy i trwa zaledwie dziewięć miesięcy. Świat, w którym człowiek wówczas żyje, jest maleńki - to łono matki. Drugi etap jest już dłuższy i może trwać nawet dziesiątki lat. Świat, w którym człowiek wówczas żyje, jest tak bogaty i wspaniały, że nikt w ciągu kilkudziesięciu lat nie potrafi go ani poznać, ani zwiedzić - to etap życia doczesnego, zamknięty między momentem narodzin a godziną śmierci. Trzeci etap rozpoczyna się na progu śmierci i trwa wiecznie. Świat, w który człowiek wtedy wchodzi, jest nieskończenie razy wspanialszy od świata doczesnego. W Piśmie Świętym czytamy, że ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy do tego wiecznego świata wejdą (por. l Kor 2,9). I ten etap jest właściwym, jedynym i ostatecznym celem całej naszej życiowej wędrówki – to jest właściwa nasza Ojczyzna. W świetle tej nauki o etapach życia ludzkiego stają się zrozumiałe dwie prawdy. Pierwsza mówi o czasowym i przejściowym charakterze życia ludzkiego tak w łonie matki, jak i w świecie doczesnym. Ponieważ celem człowieka jest osiągnięcie życia wiecznego, przeto nie może on tutaj na ziemi zbudować trwałego mieszkania. Próbę taką należałoby porównać do wysiłków dziecka pragnącego pozostać w łonie matki na zawsze, co jest nonsensem, bo znalazło się ono w tym maleńkim świecie tylko dlatego, by dojrzeć do wejścia w inny świat. Druga prawda dotyczy zależności jaka istnieje między życiem doczesnym a wiecznym. Zachodzi jakieś zdumiewające podobieństwo między narodzinami na ten świat a przejściem z tego świata do wieczności. Jak w łonie matki przygotowujemy się i dojrzewamy do samodzielnego życia na ziemi, tak w świecie doczesnym przygotowujemy się i dojrzewamy do życia wiecznego. Jak w łonie matki człowiek może umrzeć i narodzić się na ten świat martwy, tak w życiu doczesnym przez grzech ciężki można duchowo umrzeć i narodzić się do wieczności martwym a przez to stracić na zawsze niebo.

To jest właściwa perspektywa i właściwa skala ludzkiego życia. Św. Józef zaś pokazuje nam dobre przejście z tego świata do wieczności - takie przez które rodzimy się żywi do życia wiecznego – jest zatem i wzorem i patronem dobrej śmierci. Jest wzorem dobrej śmierci ponieważ zostawia nam przykład jak należy żyć i jak należy kończyć doczesną pielgrzymkę. Bardzo często wyrażamy tą prawdę mówiąc, że Św. Józef umierał w ramionach Jezusa i Maryi – bez wątpienia tak było – tak Jego śmierć pokazuje sztuka chrześcijańska. Należy jednak pamiętać, że umierał w ich ramionach ponieważ nigdy tych ramion nie opuścił - nigdy ich nie zdradził. Swoim życiem pokazuje nam głęboką więź z Jezusem i Jego Matką. Oto wzór dobrego umierania: zachowywać przez całe życie ścisłą więź z Jezusem i Maryją. Zachowywał doskonałe posłuszeństwo Bożym Przykazaniom, którym pozwolił się prowadzić nawet wtedy, kiedy było to trudne i wymagające ofiary. My ten wzór naśladujemy, kiedy pielęgnujemy w sobie życie Jezusa przez trwanie w stanie łaski uświęcającej. Czynimy to przez życie modlitwy, życie sakramentalne – zwłaszcza Eucharystię i Spowiedź – przez życie zgodne z zasadami moralności chrześcijańskiej i wierność obowiązkom stanu oraz miłość bliźniego. Mocą zachowanej więzi z Jezusem, w godzinie śmierci, jesteśmy uzdolnieni do wypowiedzenia tych samych co On słów: Ojcze w Twoje ręce oddaję ducha mego.

Uznając zaś Św. Józefa jako Patrona dobrej śmierci – wyrażamy prawdę, że nasze życie na ziemi jest bojowaniem i walką z wrogami naszego zbawienia, którzy za wszelką cenę chcą nas odłączyć od Jezusa. Potrzebujemy więc duchowego wsparcia i ratunku. Modlimy się zatem do Niego o pomoc i obronę przed atakami zła, o łaskę dobrego życia i o wierność Jezusowi do końca - czyli o łaskę ostatecznego wytrwania – oraz o wszelką pomoc Bożą na godzinę naszej śmierci – tak, abyśmy jak On, w tej godzinie znaleźli się w pewnych i bezpiecznych ramionach Jezusa i Maryi.

Modlitwa: O Święty Józefie, mój dobry Ojcze, któryś miał niewymowną pociechę umierania w objęciach Jezusa i Maryi, ratuj mnie zawsze zwłaszcza w tej chwili, kiedy dusza moja będzie blisko opuszczenia ciała. Wyjednaj mi łaskę oddania ducha podobnie jak Ty, w objęciach Jezusa i Maryi. Jezu, Maryjo, Józefie Święty, teraz i w godzinę śmierci w ręce Wasze oddaję duszę moją. Amen.

Ks. Stanisław Kozik OSJ

 
Ogłoszenia Duszpasterskie - Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - 21.11.2021 r.
Więcej…
 
Intencje mszy św. od 21 do 28 listopada 2021 r.
Więcej…
 

Czy masz świadomość tego, że wszystko kiedyś zgaśnie?
(Mk 13,24-32)

Dla mnie, człowieka wychowanego w jaworznickiej elektrowni, odczytywany w dzisiejszej liturgii fragment Ewangelii wg św. Marka, ma wyjątkowe znaczenie. W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą spadać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Czyli wszystko zagaśnie! Wyłączyć ową kosmiczną elektrownię, może jedynie ten, który ją uruchomił: Wtedy Bóg rzekł „Niechaj się stanie światłość”. I stała się światłość (Rdz 1,3).

Wizja ciemności czasów ostatecznych, przedstawiona przez Jezusa jest z jednej strony przerażająca, z drugiej zaś budząca nadzieję. W tej całej kosmicznej ciemności i chaosie będzie jeden stabilny i jasny punkt – Syn Człowieczy, którego ujrzymy: przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą – Jezus Chrystus, Bóg, Człowiek. Ten, który z Ojcem i Duchem Świętym miał moc oświecenia wszechświata, Ten ma również i moc jego zgaszenia.

Zapewne każdy z nas chętnie zadał by Jezusowi pytania: kiedy to wyłączenie nastąpi? Ile mamy jeszcze czasu? Jak się na to przygotować? Odpowiedź Jezusa, na pozór enigmatyczna, jest nad wyraz jasna: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Znaczy to, że trzeba spodziewać się czasów ostatecznych, czyli być na nie gotowym, za naszego życia, a nie w odległej i nieokreślonej przyszłości.

Jezus, który w swej ludzkiej postaci solidaryzuje się z nami w owej „niewiedzy”, jako prawdziwy Bóg daje nam światło swojego Słowa i dar rozumu. Dzięki tym darom możemy w sposób właściwy odczytywać znaki czasu, w którym żyjemy i właściwie je interpretować. Innymi słowy, mamy możliwość czynienia porządku w swojej głowie. Mamy świadomość tego, że wszystko w naszym życiu z tym porządkiem jest związane. Kiedy przeglądamy myśli, które choćby w ciągu jednego dnia przelatują przez naszą głowę, to widzimy ogromny chaos. Tworzą go, w dużej mierze, informacje przychodzące z zewnątrz i to w powalającej ilości i bardzo mizernej jakości. Jest wiele myśli generowanych przez nasze emocje, pożądliwości, ambicje, lęki, obawy. Są myśli bluźniercze, wulgarne, samobójcze, szydercze, złośliwe, natrętne, depresyjne itp.

Są też myśli piękne, mądre, głębokie; myśli pełne miłości, życzliwości, ludzkiej dobroci gotowej do najwyższych ofiar; są myśli pełne przebaczenia, uniesień religijnych uwielbienia Boga; są myśli pełne dobrych pomysłów, nowych rozwiązań, myśli pełne życiowej mądrości. I to właśnie te dobre myśli słusznie stanowią dumę naszego człowieczeństwa, tym większą, kiedy za nimi idą nasze dobre czyny. Jezus pragnie, nie łamiąc naszej wolności, wejść w to kłębowisko naszych myśli i to, co piękne i szlachetne ubogacać, natomiast to, co złe, przemienić na dobro. Nikt nie jest w stanie uporządkować naszej głowy lepiej od Niego. To Jego słowo daje nam światło myślenia, skuteczniejsze działanie i dobre wykorzystanie czasu. Zezwalając Jezusowi na dostęp do moich myśli i na „porządkowanie plików”, nie tylko usprawniam moje życie, ale też najlepiej przygotuję się na moment zgaśnięcia wszystkich świateł tego świata. Przez to wyłączenie światła musi przejść, każdy człowiek, wierzący i niewierzący, ten, który tego oczekuje i ma tego świadomość, jak i ten, który myśli inaczej.

Król ciemności i chaosu pragnie słowa Jezusa wyciszyć w mojej głowie, pragnie je zdeprecjonować, pragnie, bym ich nie słyszał, nie czytał i nie brał ich poważnie. Jest na tyle perfidny, że posługując się słowami Chrystusa, buduje w naszych głowach głupie koncepcje, które z zamysłem Stwórcy i prawdziwym dobrem człowieka nie mają nic wspólnego. Na dodatek jest mistrzem reklamy. Stwórca, dopuszczając jego działanie, pyta mnie, czy Go kocham i weryfikuje tym samym mądrość moich wyborów.

Ks. Lucjan Bielas

 
Ogłoszenia Duszpasterskie - XXXIII Niedziela zwykła - 14.11.2021 r.

 

Więcej…
 
Intencje mszy św. od 14 do 21 listopada 2021 r.
Więcej…
 

Barbaryzacja kleru
(Mk 12,38-44)

Kiedy to w czasopismach, czy też na internetowych portalach jawi się zdjęcie tak skadrowane, że widać jedynie dolną część twarzy młodego mężczyzny i pod szyją koloratkę, to z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że zamieszczony poniżej artykuł jest opisem kolejnego, najczęściej seksualnego, skandalu w Kościele. W życiu Kościoła proces oczyszczania, choć bolesny, musi mieć stałe miejsce i odbywać się w prawdzie i miłości. Daleko nam jeszcze do ideału, a jednym z przykrych, ubocznych tego skutków jest manipulowanie strojem duchownym przez jednych i unikanie go przez drugich. Jeżeli po Soborze Watykańskim II zaczęli duchowni odchodzić od stroju duchownego, by być „bliżej” człowieka, co zresztą okazało się fiaskiem, to dziś doszły nowe argumenty typu: wstyd, lęk, obawa przed agresją itp. W efekcie spotkanie „oznakowanego” duchownego w przestrzeni publicznej jest czymś wyjątkowym, a jeszcze takiego, który by tworzył aurę dostępności, graniczy z cudem. Zostawiam na boku analizę przyczyn tego zjawiska i szukanie dobrych rad na przyszłość. Pragnę spojrzeć na sprawę przez pryzmat dzisiejszej Ewangelii i historii Kościoła. Jeżeli będzie to w stanie kogoś przekonać, to dobrze, a jeżeli nie, to czas dotknięcia dna, będzie bardzo bolesnym, ale najlepszym argumentem. Uświadomili mi tę prawdę zakonnicy, pracujący na misjach w Rosji. Mieszkając w Polsce, unikali habitów, ale kiedy znaleźli się jako nieliczni katolicy w ogromnym zateizowanym mieście na Syberii, zupełnie spontanicznie wrócili do habitów.

Uczeni w Piśmie pełnili ważną funkcję w społeczności dawnego Izraela. Ewangelista sugeruje, że odróżniali się od reszty swoim strojem – „powłóczystymi szatami”. Szanowani przez innych, źle to przyjmując, popadli w obłudę. Nie umknęło to Jezusowi i sprawę dla ich dobra nazwał po imieniu, choć zapewne niewiele to zmieniło. Potem Jezus, zasiadł na dziedzińcu kobiet w świątyni jerozolimskiej naprzeciw skarbonom. Jako prawdziwy Bóg, gospodarze tego miejsca i Pan Wszechświata, miał wgląd nie tylko w sakiewki tych, którzy składali jałmużnę, ale i w ich serca. Zachwycił się ubogą wdową, która wrzuciła niewiele, dla sług opróżniających owe skarbony, zapewne niezauważalny pieniądz, ale dla Boga była to gigantyczna suma, albowiem wrzuciła wszystko, co miała. Dała tym samy wyraz swej miłości i całkowitego zaufania. Możemy być całkowicie pewni, że wyniosła z tej świątyni najwięcej, bo Bóg, któremu wyznała swą miłość i położyła Nim całą nadzieję, na pewno jej nie opuści.

Jakie ta Ewangelia ma znaczenie, dla tych, którzy w Kościele mają przywilej i obowiązek noszenia stroju duchownego? Otóż są w szczególny sposób wezwani, a wezwanie to przyjęli, do łączenia wiedzy uczonych w Piśmie z sercem ubogiej wdowy, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

I wreszcie: jak się to ma do historii Kościoła?

Po raz pierwszy wydano zarządzenia odnoszące się do stroju duchownych poza czynnościami liturgicznymi, w V w., w czasie wędrówki ludów, i były związane z zalewem imperium rzymskiego przez zwyczaje barbarzyńskie, przejawiające się również w ubiorze. I tak nastała powszechna moda, na krótkie stroje. Wtedy to ustawodawstwo kościelne zabraniało duchownym uleganie tym zmianom i nakazywało stosowanie ubiorów wzorowanych na tunikach senatorskich (tunica talaris). Można tu wymieniać długą listę ustaw, które otwierają uchwały: synodu w Agde (506), synodu w Metzu (888), Soboru Laterańskiego II (1139). Wszystkie one zwracały uwagę na wartość stroju duchownego i konieczność zachowania go, jednocześnie dostosowując go do potrzeb i ducha zmieniających się czasów. Jest on nie tylko wyrazem godności, ale przede wszystkim otwartości głowy i serca duchownego na służbę Bogu w bliźnich.

Mam nadzieję, że dziś jeszcze się ockniemy i barbarzyństwo i faryzeizm nas nie przemogą.

Ks. Lucjan Bielas

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 5 z 35

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś287
mod_vvisit_counterWczoraj424
mod_vvisit_counterW tym tygodniu711
mod_vvisit_counterW tym miesiącu11148
mod_vvisit_counterWszystkich992209

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet